Miliardy zdjęć…
Każdego dnia powstają niezliczone ilości zdjęć, zapisywanych przez coraz lepsze smartfony. Znaczna ich część trafia na media społecznościowe, gdzie w szybkim ruchem palca, przewijane są, praktycznie bez zatrzymania się, choć na chwilę. Część ich wysyłamy rodzinie, znajomym albo na przeróżnych grupach odbiorców. Ci też, choć nie zawsze, rzucają na nie okiem i wysyłają kciuka albo serduszko. I tyle. Koniec. Dlaczego tak się dzieje, że zdjęcia te, w większości, nie przyciągają naszej uwagi? Przecież technicznie, nawet gdy robione telefonem, są już całkiem niezłe? Jest ich za dużo? Też. Ale przede wszystkim, moim zdaniem, są przypadkowe. Robione naprędce. Ważne, że z uśmiechem i na tle Krzywej Wieży w Pizie lub Piramidy w Gizie. Najlepiej z daleka, bo wtedy mamy gwarancję, że jeśli nie wyszliśmy zbyt korzystnie, a nie mam czasu na poprawki, bo karawana jedzie dalej, to i tak nie będzie widać. Ostatnio popularne są zdjęcia postaci widzianych od tyłu, odwróconych, zasłoniętych, schowanych. Bezpiecznie, nie? Ale czemu nie!?!?! Jeśli to lubimy? Jeśli tak nam się podoba? Bawi nas? Tylko wtedy, pamiętajmy, że nawet my – autorzy – rzadko do tych zdjęć wrócimy i szybko o nich zapomnimy. Bo są nijakie. Nie wiadomo o czym lub o kim. Są powierzchowne. Niewiele mówią. Tylko tyle, że “Jestem” – żyję! Trochę jak sms, dawniej telegram, skrót myślowy, który szybko się ulatnia, po przekazaniu informacji. Czemu nie? Tylko nie oczekujmy, nawet od nas samych, że takie zdjęcia zainteresują, zaintrygują, wzruszą, zachwycą lub zdenerwują, że je zapamiętamy, zachowamy, pokażemy innym, podzielimy się nimi, wywołamy, postawimy, powiesimy…
Fotograf to ten, który widzi więcej
Dla mnie dobry fotograf to ktoś, kto nie tylko zna się na fotografowaniu od strony technicznej, ale przede wszystkim to ktoś, kto ma ogromną wyobraźnię i widzi więcej. Widzi do środka i na zewnątrz. Już tłumaczę, ale najpierw zacytuję autora książki “Fotografuj ludzi jak mistrz” Henry’ego Carolla: “Największym wyzwaniem w fotografowaniu ludzi – i nie chodzi mi o okolicznościowe zdjęcia uśmiechniętej rodziny na wakacjach – jest wydobycie na powierzchnię tego czegoś nienamacalnego. głęboko ukrytego. A przecież fotografia może rejestrować tylko światło odbijające się od powierzchni. I w tym właśnie tkwi paradoks naszego medium. Jak uwidocznić to, co dzieje się we wnętrzu, skoro możemy pokazać tylko warstwę zewnętrzną? (…) Żeby być mistrzem w fotografowaniu ludzi, musisz zrezygnować z osądów i zastąpić je empatią. W fotografowanej osobie musisz zobaczyć siebie. Musisz zapomnieć o logice, posłuchać swoich zmysłów i zaufać swojemu instynktowi wzrokowemu.” Kluczowe są empatia i wyobraźnia. Pierwsza potrzebna jest, aby wniknąć w drugiego człowieka, przyjrzeć się jego wnętrzu, zobaczyć jego charakter, odkryć osobowość. Wyobraźnia niezbędna jest, aby to pokazać. Uwiecznić coś, co jest niewidoczne, ubierając to we właściwy kontekst – tło, plener, stylizacja, fryzura itd. Ale wszystko w zgodzie z tym, co czuje i myśli o sobie fotografowana osoba. Trudne? Bardzo! Dlatego niemożliwe naprędce, w locie, w pośpiechu. Potrzeba czasu, odpowiedniej, starannie wybranej przestrzeni, rozmowy i zaufania. Do tego odrobiny psychologii, magii i szaleństwa. Po obu stronach obiektywu. Szaleństwo potrzebne jest, aby wyjść ze swojej strefy komfortu, trochę się obnażyć, pokazać jakim naprawdę się jest i zostawić cząstkę siebie na fotografii… Ale najpierw fotograf musi to w Tobie, w Was, zobaczyć i pomóc Ci/Wam, to wydobyć na powierzchnię. Dobry fotograf ma niewidzialne okulary, które pozwalają widzieć więcej.
Między sztucznością a naturalnością
Od lat zastanawiam się jak pokazać kogoś w ułamku sekundy, do tego naturalnie, bo tacy chcemy być, na zdjęciach również, i aby było to możliwie najprawdziwsze, ale też spójnie z tym, jak sami się widzimy. Cholernie trudne :). Ale nie niemożliwe. Elementami kluczowymi jest tu atmosfera i komfort. Nie wiem czy to moja wrodzona umiejętność tworzenia relacji, ale dość łatwo nawiązuję kontakt z nieznajomymi osobami. Gdy trafiają przed mój obiektyw, najpierw staram się je poznać, na tyle, na ile czas i okoliczności nam na to pozwalają. Dla mnie to niezwykle ważne, nie tylko z powodu tego, o czym pisałam w poprzednich akapitach, ale przełamanie lodów nieznajomości daje mi także podstawę do zbudowania luźnej, wypełnionej zaufaniem atmosfery. Komfort, nie zawsze jest dla mnie rozumiany dosłownie, bo gdy sesję robimy we mgle o wschodzie słońca albo w 20 stopniowym mrozie, bo przecież tak pięknie rysuje się na zdjęciach :), nie ma mowy o fizycznej wygodzie. Komfort rozumiem jako poczucie, że jest się we właściwym miejscu, we właściwym celu. Fotografowana osoba musi czuć, że to, co robimy, jest spójne z jej założeniem i czuje się bezpiecznie, zaopiekowana. Wtedy, gdy atmosfera i komfortowe poczucie bezpieczeństwa są zapewnione, możemy liczyć, że zdjęcia, które zrobimy, będą nietuzinkowe.
Swoboda
To ostatni element, niezwykle istotny, aby zdjęcia, które powstają miały “to coś”. Przy całym tym “wnikaniu we wnętrze” fotografowanej osoby i wyobrażaniu jak kogoś pokazać, ogromnie ważne jest też pozostawienie modelowi swobody, decyzyjności, możliwości bycia po prostu sobą, dobrej zabawy, radości z bycia tu i teraz. Dla mnie każda sesja to święto. Okazja do radości poznania i bycia z kimś, bardzo blisko, intensywnie i niezwykle kreatywnie. Ta energia musi być po obu stronach obiektywu. Wtedy jest ogień 🙂
Róbcie miliardy fotek dziennie. Ja też je czasem robię. Róbcie, wysyłajcie i publikujcie. To dobra zabawa, sama w sobie. Osobna historia. Czy to fotografia? Nie wiem. Myślę, że różnica między fotką, a fotografią, jest odpowiedzią na pytanie dlaczego nie – warto przychodzić do fotografa. Mam nadzieję, do zobaczenia 🙂
Fotografia reportażowa – pierwszy raz w Indiach
Nic nie wiem o życiu... Już tyle krajów zwiedziłam... Tyle widziałam i sfotografowałam... I wydawało mi się, że sporo wiem o życiu... Do czasu mojej pierwszej wyprawy z aparatem do Indii... Wróciłam kilka dni temu, i tak bardzo boję się mojej ulotnej pamięci, że piszę...
