MIEJSCA
Wiele razy słyszałam, że Neapol jest brzydki. Że to nie Włochy jakie znamy i lubimy. Że brudno i byle jak… Długo też nie udawało mi się dotrzeć do Neapolu, by rzeczywistość skonfrontować z moim odbiorem tego miasta. Jest to miejsce zaskakujące. Ani brzydkie, ani ładne, po prostu fascynujące. Na pierwszy rzut oka labirynty ulic, wymieszane style architektoniczne, posklejane ze sobą, walące się mury, zabytkowy kościół i nowoczesna zabudowa, sprawiają wrażenie gigantycznego bałaganu urbanistycznego. Wchodząc jednak w czeluści tego miasta, gubiąc się w zaułkach, zapuszczając w jego uliczki, stając się choć na chwilę jego częścią, zaczyna się czuć, że to wszystko ma sens… i to nie jeden :).
Neapol, Włochy, luty 2026
Po pierwsze nic niczemu nie przeszkadza. Poszczególne, pozornie niepasujące do siebie jego części, tworzą symbiozę, w której na wszystko jest miejsce i wszystko żyje swoim życiem. Kościół służy do modlitwy, a przyklejony do niego bar, po to, aby po mszy napić się dobrej kawy. Średniowieczne mury zamiast całkowicie się zawalić, służą jako garaże. Może to się podobać lub nie, ale nic a nic nie wydaje się tu być zmarnowaną przestrzenią. Wiele jeszcze budynków czeka na swoją nową świetność, ale skoro teraz się sypią, znaczy, że jeszcze nikt nie znalazł dla nich nowego zastosowania. Miszmasz? Tak, ale funkcjonalny i uroczy.
LUDZIE
Mieszkańcy Neapolu, pieszo czy podążając wszelkimi możliwymi środkami transportu, z pozoru wydają się zmierzać, bez ładu i składu, we wszystkie istniejące kierunki. Patrząc na nich nie mogłam pojąć jak to się dzieje, że nie wpadają na siebie, a na ulicach widziałam raptem jedną stłuczkę.
Mieszka ich w Neapolu prawie 4 miliony… A po bliższej obserwacji, każdy neapolitańczyk ma jakby niewidzialną trajektorię celu. Każda podstawka z łyżeczką na barowym kontuarze, doczeka się filiżanki z właściwą kawą, jedną z nieskończonych rodzajów. Choć rozkłady jazdy autobusów, tramwajów i trolejbusów nie istnieją, to każdy dotrze tam gdzie zamierza, albo prawie 🙂 Choć po drodze zatrzyma się niezliczoną ilość razy na espresso macchiato, to zdąży, prędzej czy później na spotkanie, a jak nie zdąży, to spotka kogoś innego. A, co najważniejsze, w całym tym nakręconym chaosie, zawsze neapolitańczyk ma czas na małą chiacchieratę, kieliszek prosecco, słodką sfogliatę w dobrym towarzystwie, papieros w oknie, połączony z obserwacją świata, i uśmiech, bo przecież tutto a posto 🙂
ATMOSFERA
Do tego słońce, cytryny, dobre wino, prawdziwa dolce vita w cieniu Wezuwiusza, pizza da Michele, z wyblakłym już pamiątkowym zdjęciem Julii Roberts, śmieciami wymieszanymi z konfetti, bo przecież karnawał dopiero się skończył i kto by tam sprzątał :), wciąż żywym i wszechobecnym Maradoną, papryczkami na szczęście i Limoncello na nieszczęścia, ulicą na której zawsze jest Boże Narodzenie, kokardką (różową jeśli urodziła się dziewczynka i niebieską jeśli chłopczyk) na bramach i w oknach, z wszystkimi religiami i wyznaniami tego świata, wszechobecnymi figurkami świętych w parze z prozaicznym praniem, rozwieszonym jakby na ich ramionach…
Cały Neapol wpisany na listę UNESCO, tworzy, dzięki miejscom i ludziom, niesamowitą mieszankę kolorów, smaków i dźwięków, w atmosferze pozornego chaosu, który, okazuje się być receptą na życie, w którym radość z tego co dobre i piękne, sprawia, że nie widzi się tego, co miałoby tę radość odebrać :).
Jedźcie i sprawdźcie czy ta recepta na życie jest dla Was 🙂
Fotografia reportażowa – zapach Indii
Poczuć Indie... Kiedy pytano mnie po co jadę do Indii, nie miałam wątpliwości, że celem moim było poczuć ten kraj i zrobić jak najwięcej zdjęć jego mieszkańcom, aparatem lub po prostu oczami, w wyobraźni komponując kadry. Nie sądziłam jednak, że poczuć, w tym wypadku,...
Fotografia reportażowa – portrety w Indiach
Jak złapać najprawdziwszy ułamek prawdy o kimś? Portrety to zarazem niesamowicie pasjonująca jak i trudna sztuka fotografowania ludzi. Potencjalnie daje nieskończoną możliwość pokazania człowieka, a z drugiej strony, jest ogromnym wyzwaniem dla fotografa, który zadaje...
Fotografia reportażowa – Indie są jak narkotyk…
Wiesz, że Ci szkodzi, łapczywie chcesz więcej i nie potrafisz przestać... Choć sporo już krajów zwiedziłam na różnych kontynentach, tak ambiwalentnego stosunku jak do Indii nie miałam wobec żadnego innego. Fascynują i odpychają jednocześnie. Wciągają i zniechęcają...
