Nic nie wiem o życiu…
Już tyle krajów zwiedziłam… Tyle widziałam i sfotografowałam… I wydawało mi się, że sporo wiem o życiu… Do czasu mojej pierwszej wyprawy z aparatem do Indii…
Wróciłam kilka dni temu, i tak bardzo boję się mojej ulotnej pamięci, że piszę już dziś…
Każde miejsce na ziemi ma swój charakter, kolor, zapach, fakturę, ale dopiero w Indiach zrozumiałam, że również powietrze może mieć swój kształt, namacalny, w którym rysują się osoby i przedmioty… Tak gęste jest ono w Indiach, że przestaje być niezauważalną mieszanką gazów, którą oddychamy, a staje się odrębną częścią tamtego świata…
Zawsze gdy podróżuję, zastanawiam się czy mam moralne prawo fotografować to, co widzę. Usprawiedliwiam się tym, że aparat to moje oczy, tyle tylko, że on lepiej zapamiętuje uchwycone obrazy. I tak było też z indyjskim powietrzem, wyostrzającym i potęgującym wszsytko co widziałam…
Bombaj, Goa, luty 2025
Powietrze w Indiach ma swój osobny byt…
W Indiach, powietrze, gęste od zapachów, kurzu, smogu, dymu, kadzideł, przypraw, smrodu palonych śmieci, słodkiego zapachu jaśminu, woni pikantnych przypraw, lepkie od gorąca, ciężkie od wschodu do zachodu słońca, głośne nieustająco, stworzyło dla mnie osobną bańkę, w której czułam, jakbym mogła się schować i stać się niewidoczna. Czy dlatego tak łatwo było mi tworzyć kadry? Czy po prostu ludzie, mieszkańcy, mają w sobie tak wiele swobody, otwartości, dystansu, że pojawiali się sami w moim obiektywie?
26 milionów ludzi…
Wylądowałam w Bombaju. Zaraz gdy wysiadłam z samolotu, powietrze otoczyło mnie swoim kokonem. Kilka dni spędzonych w mieście, zamieszkanym przez 26 milionów ludzi, sprawiło, że nie potrafiłam przestać robić zdjęcia…
Nigdy jeszcze nie spotkałam się z tym, aby ludzie czuli wdzięczność i radość i przyjemność w tym, że robię im spontaniczne zdjęcia! Chcieli więcej, z nimi, dla nich, ich, razem, osobno… Niewiele było wyjątków. A to działało jak narkotyk…
Morze i krowy…
Goa, miało mniej gęste powietrze. Nad morzem było luźniej od ludzi. Horyzont pozwalał odpocząć oczom od niekończących się strumieni osób… Do tego spokój i stateczność krów. Łagodzą Indie swoim dystansem do otoczenia.
Rollercoaster…
Powrót do Bombaju był jak kolejna przejażdżka rollercoasterem. Dworzec Centralny i jazda pociągiem były dla mnie idealnym połączeniem koszmaru i ekstazy. Ilość osób, ruchów, kierunków, sprawiały, że choć wszystko było fascynujące, nie wiadomo było gdzie patrzeć i co fotografować…
Powietrze jak narkotyk…
Całe Indie były dla mnie tak pełne wszystkiego, że trudno było mi złapać oddech przez te dwa tygodnie. Spędziłam je jakby na nieustającym wdechu. I choć teraz łapczywie nadrabiam oddychanie, to już brakuje mi tamtego powietrza… Chciałabym znów je dotknąć… Nie mogę się już doczekać…
Fotografia reportażowa – Indie są jak narkotyk…
Wiesz, że Ci szkodzi, łapczywie chcesz więcej i nie potrafisz przestać... Choć sporo już krajów zwiedziłam na różnych kontynentach, tak ambiwalentnego stosunku jak do Indii nie miałam wobec żadnego innego. Fascynują i odpychają jednocześnie. Wciągają i zniechęcają...
